ALICJA RESICH-MODLIŃSKA. Dziennikarka, prezenterka telewizyjna, publicystka, tłumaczka. Karierę zaczynała w radiowej Trójce, gdzie przygotowywała „Wywiady spod estrady” i kabaret „Nie tylko dla orłów”. W TVP olbrzymią popularność przyniósł jej „Wieczór z Alicją”, „Bliskie spotkania”, a w Polsacie „Zerwane więzi”. Współpracowała z Radiem Zet, Radiem PiN i wieloma pismami, głównie dla kobiet. Pełniła funkcję redaktor naczelnej tygodnika „Gala”. Laureatka trzech Wiktorów. Obecnie szefowa pasma śniadaniowego „Pytanie na śniadanie” w TVP2 i autorka ekskluzywnych wywiadów „Na wyłączność”.
W latach siedemdziesiątych doszła pani do wniosku, że studiowanie anglistyki ma sens. Przepraszam, ale to było wówczas mało logiczne...
- Wtedy Polska była zamknięta, jednak w naszym domu zagranica była tematem otwartym. Miałam możliwość podróżowania. Zdecydowałam, że zrobię filologię angielską, która mi w życiu wiele ułatwi, a reszty się douczę. Czy pracowała pani jako nauczyciel? - Tak. Studiując, na przełomie trzeciego i czwartego roku zaczęłam pracować u Metodystów, później na Uniwersytecie Warszawskim. Uczyłam języka oraz elementów literatury amerykańskiej. Nauczycielem byłam przez trzy lata. W tym czasie zaczęłam współpracować z tygodnikiem satyrycznym, niegdyś legendarnym pismem „Szpilki”. Publikowali tam wyłącznie ludzie wybitni - to wielkie wyróżnienie, które zmieniło moje myślenie o sobie i powróciła chęć bycia pisarzem, tłumaczem. Teksty moich wierszy przeczytała osoba, która uznała, że są bardzo dobre i że można z nich zrobić piosenki. To z kolei ułatwiło mi wstęp do telewizji i współpracę z działem kultury. A co z uczeniem? - Na dłuższą metę nużyło mnie. Dzisiaj tym bardziej bym się nie odnalazła. Młodzież jest trudniejsza, ale przynajmniej ma świadomość, że języki są ważne, kiedyś tego nie było. I to o dziwo na wydziale dziennikarstwa spotkałam najgorszy poziom języka angielskiego, jaki tylko był możliwy. Studenci uciekali z zajęć, nie przejawiali najmniejszego zainteresowania. Za to w domu rodzinnym zupełnie inny nastrój. - Tata zawsze dużo podróżował. Był bardzo znanym prawnikiem, stale gdzieś w rozjazdach, zasłużony działacz ONZ. Temat zagranicy w naszym domu był dokładnie omówiony. Brat także dużo podróżował. Najpierw jako sportowiec, potem prawnik. Tamten czas zamknięcia Polski na zewnątrz dla mnie wyglądał nieco inaczej. Uczyłam się angielskiego, bo wiedziałam, że to dobra przepustka do współuczestniczenia w świecie. Jednocześnie wyobrażałam sobie, że moje życie będzie związane z językiem i kulturą polską. Chciałam być pisarką. Wyobcowanie byłoby trudne dla mnie. Jeden z pani braci jest obywatelem amerykańskim już od dawna. - Tak. Mieszka na Hawajach w Honolulu. Nie zamierza wracać. Nie namawiał pani do przyjazdu? - W małżeństwie wczesnym, pierwszym zresztą, bo teraz jestem w drugim, myśleliśmy z mężem o wyjeździe za granicę, on zwłaszcza. Ja już wiedziałam, co nas tam czeka, widziałam, jakie losy dzielą Polacy. Bardzo realistycznie na to patrzyłam i nie ciągnęło mnie za bardzo. W momencie, gdy należało się ostatecznie zdecydować, odmówiłam. Wydaje mi się, że dobrze zrobiliśmy. Mój mąż odnalazł się w polskiej rzeczywistości i powiodło mu się w swojej dziedzinie, a mi w swojej. Nie sądzę, bym w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych mogła osiągnąć porównywalny sukces w mediach. Nie miałabym szans w pełni rozwinąć się zawodowo. Zdawałam sobie z tego sprawę, w sumie wybiegając w przyszłość. Odpowiadała pani rysopisowi idealnego emigranta, bo językowo była przygotowana do wyjazdu. - Studiowałam anglistykę. W każde wakacje byłam w Londynie - głównie po to, by tak inni studenci pracować w barach. Pracowało się, kupowało różne ładne rzeczy i wracało do Warszawy z wyszlifowanym językiem. Jechałam do cioci, która bardzo mi pomagała. Przynajmniej nie musiałam szukać mieszkania, ale trzeba przyznać, że byłam bardzo słabą kelnerką. Źle liczyłam pieniądze i byłam beznadziejna po prostu, choć donosiłam do stolików sprawnie. Natomiast z pieniędzmi było fatalnie. Dużo lepiej wychodziło mi robienie kanapek na zapleczu. Bardzo lubię Londyn, wręcz kocham! Miasto mojej młodości, tak mogłabym to określić. Zawsze mieszkałam blisko Wimbledonu. Pracowałam w centrum, uwielbiam South Kensinghton. Tenisowe kluby angielskie są najładniejsze na świecie, trawiaste korty, czerwona cegła. A te kwiaty w oknach? Nie ma nic ładniejszego. Estetyka angielska wybitnie mi pasuje. W jaki sposób utrzymywała pani kontakt ze światem zachodnim w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy przepływ informacji był słabiutki? - Trochę jeździłam, trochę miałam kontakt z prasą. Z „Wolną Europą”? - Nie, nie, aż tak nie byłam mocno zaangażowana w politykę, raczej w sport. Byłam lekko oderwana od rzeczywistości. W latach, gdy niektórzy moi rówieśnicy zeszli do podziemia, ostro walczyli, ja troszeczkę byłam nieświadoma tego wszystkiego, wolałam wygłupy w radiu. Potem dowiadywałam się, że oni wszyscy śmiali się z naszych tekstów, więc widać potrzeba była. Z czyich rad zawodowych pani korzystała? - Ja nie wzoruję się na nikim szczególnym, raczej staram się być w pobliżu osób, które bardzo cenię i szanuję. Niewątpliwie taką inspiracją było całe środowisko w radiowej „Trójce”. Ludzie, z którymi pisałam kabarety „Tylko dla Orłów” i potem robiłam audycję w „RadioMannie”, to środowisko skupione wokół Grzegorza Wasowskiego, syna Jerzego Wasowskiego, Wojciecha Manna, wybitnego dziennikarza i jeszcze sporo osób. To właśnie z nimi pisałam ten kabaret, który do dziś jest odtwarzany przez młodych ludzi. Z tego urodziła się audycja radiowa „Radioman”. W niej co tydzień z Wojciechem Mannem robiłam audycję na żywo. Opowiadałam o wielkim świecie. Brałam prasę brytyjską i amerykańską, którą mi przywożono. Czytałam ją i później opowiadałam ludziom o gwiazdach filmowych. Robiliśmy to w manierze lekkiej i bardzo dowcipnej, często wcale kąśliwej, bo taką też ma Wojciech Mann. Te audycje są dobrze kojarzone i wspominane. Niewątpliwie ta współpraca wywarła na mnie największy wpływ. To był początek luzu antenowego, ale opartego na erudycji, wiedzy, wykształceniu. Który to był rok? - Lata osiemdziesiąte. Starsi ode mnie koledzy wprowadzali ten luz gdzieś w końcu lat siedemdziesiątych. Z nami była też Monika Olejnik, Beata Michniewicz, potem Andrzej Wojciechowski, założyciel radia „Zet”, niestety już nieżyjący. Często pytam gwiazdy o najgorsze doświadczenia zawodowe. Będzie pani miała odwagęsię przyznać? - Nie miałam ich, no może za jednym wyjątkiem praktyk na studiach. W wakacje pracowałam w fabryce kosmetyków damskich „Pollena”, produkującej zapach For You. Codziennie od szóstej rano, jak wszystkie inne pracownice, odziana w kitle, stałam na taśmie i dyszkowałam, czyli nakładałam dyszki na flakoniki perfum. Mam bardzo silny węch, prawie jak w bohaterkach „Pachnidła”, więc po kilku dniach zaczęłam mdleć. Okazało się, że byłam zatruta tym zapachem. Dzięki temu mnie zwolniono. Gdzie pani widzi przyszłość swoich dzieci? - Nie wiem. Moje dzieci to bardzo ciekawe jednostki, osoby niepokorne. Przyznaję to troszeczkę z żalem, bo może byłoby prościej, gdyby szły wzorcem karier dzisiejszych młodych ludzi, czyli studia, drugie studia, dyplomy, praktyki na uniwersytetach zagranicznych, praktyki w dużych firmach. Z moimi dziećmi nic takiego nic mi nie grozi. Dlaczego? - Syn właśnie kończy roczny pobyt w Chinach. Jest muzykiem. Ma kapelę rockową „Korzenny Rock”. To jest ostra muzyka, szalenie ceniona przez fachowców, wybitna niszowa pozycja. Jest socjologiem kultury, zainteresowanym Chinami, językiem, kulturą, medytacjami. On chodzi swoimi drogami. Tacy ludzie zmieniają świat, to raczej powód do dumy, niż do zmartwień.
- To radykał, nic nie będzie robił tak, jak wszyscy. Nie podoba mu się życie miejskie, kariery miejskie ma w pogardzie. A córka? - W tym względzie bardzo podobna do syna. Też jest muzykiem, psychologiem i filozofem. Studiowała rok w Nowym Jorku, planowała zostać kreatorką mody. Po roku zrezygnowała. Nie odpowiadała jej płytkość tamtejszego życia. Dziewczyna ma jeszcze czas, by się nad sobą zastanowić. O różnej porze odkrywamy, czego pragniemy. Pani córka prawdopodobnie jeszcze szuka. W jakim wieku pani się odnalazła? - Można powiedzieć, że na dobre zagościłam w telewizji w wieku trzydziestu trzech lat, chociaż byłam przyjęta wcześniej. Czy wtedy czuła się pani dobrze osadzona? - Wtedy jeszcze nie czułam się dobrze osadzona, nie, nie, nie... (uśmiecha się). Przewrotnie mogę powiedzieć, że tak naprawdę, to ja jeszcze wam pokażę! (śmiech). Myślę, że wszystko to, co się dzieje w moim życiu, zmierza ku temu, żebym napisała kilka wartościowych książek i sztuk teatralnych. To we mnie dojrzewa. Choć można z drugiej strony powiedzieć, że w telewizji osiągnęłam bardzo już dużo, jeśli chodzi o tę gradację sukcesów. Czy telewizja ma jeszcze dla pani jakieś wyzwanie? - To, co teraz robię, to wyzwanie. Pasmo śniadaniowe, które trzeba od początku zorganizować. Pasmo szalenie modne, współczesne, konkurencja duża. Teraz znów robię wywiady ekskluzywne. Wróciłam do tego, co wykonywałam i co bardzo sobie ceniłam. Czy media polonijne w Wielkiej Brytanii może pani zestawić z ich odpowiednikiem w Ameryce? - Nie miałam dużego kontaktu z Polonią amerykańską. Trudno mi podzielić się głębokimi obserwacjami na ten temat. Oczywiście, mają prasę, radio, telewizję. Jak będzie wyglądał rozwój polskich mediów w Wielkiej Brytanii? No, myślę, że prawidłowo (śmieje się). Na pewno to, co sprawia, że powstają i działają, bardzo poprawia wizerunek Polski. Polska społeczność będzie coraz bardziej wymagającą grupą społeczną. Nie ma innej drogi, wszystko będzie się rozwijać. Ogromna praca do wykonania. - Jest szansa na zmianę naszego wizerunku i to się chyba szybko stanie. Wierzę w siłę przebicia Polaków. Jak teraz patrzę na panią, przypomina mi się angielska aktorka Sarah Miles. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych to jedna z gwiazd kina. Robiłam z nią wywiad, gdy po raz pierwszy przyjechała do Polski, powiedziała wtedy: „Boże, wy Polacy, wszystko osiągniecie. Macie taką siłę życia. My Brytyjczycy, to już jesteśmy uwiędły naród”.
Rozmawiała Sylwia Chudak Źródło: Cooltura.co.uk Odsłon: 206
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |