Może nie jest to jeszcze epidemia. Z pewnością jednak nie są to już przypadki odosobnione – podobne historie pojawiają się w mediach coraz częściej. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii powoli czują strach przed nami: lepiej wykształconymi, bardziej pracowitymi przybyszami z Europy Wschodniej.
Z jednej strony chodzi o pieniądze. Jak pokazują opublikowane właśnie dane, w ciągu ostatniego roku z Wysp wysłaliśmy do kraju rekordową sumę zarobionych tutaj pieniędzy. Niektórzy mówią nawet o 1,8 miliardzie funtów, co nawet na londyńskie warunki jest sumą ogromną. Prawicowe media od razu zauważają, że pieniądze te powinny – ich zdaniem – powodować wzrost gospodarczy tutaj, a nie w Polsce, do której dzięki elektronicznym przekazom trafiają każdego dnia. Zaznaczają, że liczby te mogą być znacznie większe, gdyż nie uwzględniają tych z nas, którzy z gotówką w kieszeni jadą do kraju autobusem czy samolotem. Analizując sytuację media podkreślają, że coraz częściej zarobiony grosz nie idzie na bieżące zakupy, ale na inwestcje w nieruchomości, których sprzedaje się w Polsce coraz więcej. Mnie osobiście te analizy nie dziwią. Nie od dzisiaj wiadomo, że na brytyjskim rynku pracy mamy ciągle bardzo dobrą opinię. To właśnie te same prawicowe media po części pomogły nam w osiągnięciu tego statusu, podkreślając często nasze lepsze wykształcenie i pracowitość. Brytyjski system zasiłków jest tak dobrze zbudowany, że pozwala każdemu chętnemu na „nicnierobienie” przez długi czas na koszt każdego pracującego i płacącego podatki. O masowym wykorzystywaniu systemu zasiłków społecznych nie raz pisały te same media. W kółko Macieju, historia się zamyka. My pracujemy, tubylcy nie chcą i tak dalej. Ale jest też druga strona tego samego medalu, która już nie jest tak optymistyczna, wręcz przeciwnie, przeraża mnie coraz bardziej, jako że podobnych informacji zaczyna pojawiać się coraz więcej. Chodzi nie o statystyki, ale o to, jak wygląda życie. „Get them Polish out of your house or I’ll burn it down” – donosi reportertka „The Guardian” w jednym z ostatnich numerów. W przerażającej historii z Salford mowa jest o tym, jak gangi lokalnych gówniarzy terroryzują i demolują wręcz te mieszkania i domy, w których mieszkają lokatorzy pochodzący z naszej, wschodniej części Europy. Policja robi niewiele, często potrzebuje ponad dwóch godzin, by odpowiedzieć na wezwanie. To młode gnojki zaczynają rządzić życiem w UK i coraz częściej odnosi się wrażenie, że sytuacja powoli, bardzo powoli, zaczyna wymykać się spod jakiejkolwiek kontroli. Oczywiście, może być i tak, że opowieść z Salford jest tylko jednym z tych drastycznych przykładów, których na szczęście jest niewiele. Może jednak być i tak, że w obliczu coraz większej niepewności na rynku pracy, krachu rynków finansowych i coraz mniejszej zamożności mieszkańców Wielkiej Brytanii, takich przykładów będziemy czytać coraz więcej. Nie jest to ani powód do dumy, ani powód do strachu. Co najwyżej - do przemyślenia tego, że oto GB nie jest już wymarzoną wyspą. I że to właśnie GB straci na tym najwięcej.
Igor Smolarek Cooltura Odsłon: 227
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.2 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |